Witam serdecznie.
Dawno mnie nie było na blogu i u Was. To nie mój czas na robótki. Niby coś się dzieje, ale nie na tyle aby pisać posta.
Dodatkowo zmartwienia i problemy robią swoje i nic mi się nie chce, nawet pisać zwykły banalny wpis. Opowiem Wam pewną historię na sam koniec posta.
W zabawie u Kasi w tym miesiącu dokończyłam rękawiczkę która była zaplanowana na styczeń.
Trochę ciśnienia podniosła mi ta srebrna nitka, plątała się i rozdwajała. Efekt słaby ale robione zdjęcie przy sztucznym oświetleniu
drugi hafcik powstał w dzisiejsze popołudnie przy niedzielnej kawie-mały ptaszorek
Oba hafciki powędrują na bombki w swoim czasie.
🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷
A teraz jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam na długą historię
Ostatni tydzień był dla nas kiepski i dopiero parę dni temu odzyskaliśmy radość. Wiecie myślę, że wiele osób z Was wie jaki ten świat jest pokręcony i ile jest wrednych ludzi na świecie. My doświadczyliśmy tego okrutnie. Ktoś wszedł nam na podwórko i skaradl dwa psy. Jeden to zwykły kundelek, czasem mnie wkurzał swoim jazgotem ale widział i słyszał wszystko. Listonosza z daleka wyczuwał i szczekaniem oznajmiał że nadjeżdża. Drugi to owczarek niemiecki. Masywne psisko które niby dużo nie szczeka, ale robi swoją robotę samym wyglądem.
Dwa psy i zaginęły w sobotnią noc. Rano wstajemy a psów nie ma, brama na pole otwarta i śladu po nich brak. Oczywiście zaraz szukanie po okolicy się rozpoczęło i wstawianie na fb ogłoszeń. Każdy nam mówil że pewnie uciekły, może za jakąś suka, ale dla nas było dziwne bo owczarek nigdy ale to nigdy nie wychylił głowy za bramę, a kundelek nawet jak wyszedł poza ogrodzenie po 4-5 godz wracał do domu. Wiele ostatnio psów ginie i co rusz są ogłoszenia że ktoś szuka i zazwyczaj jeszcze tego samego dnia, właściciele dostają cynk gdzie był pies widziany i wraca do swojego domu. Niestety u nas minął dzień, później drugi i nadszedł trzeci a u nas nikt nie odzywa się. Nagle jakąś Pani napisała że widziała dwa owczarki w lesie i wstawione zdjęcie. Jakże podobny ten jeden do naszego. Mąż pojechał, ale nie znalazł, zresztą gdzie samemu w lesie znaleźć psa. Po kilku godz znów ktoś napisał że widział tu i tu, znów pędzimy autem i kolejny raz rozczarowanie. Gdy wróciliśmy akurat do domu, podjechał listonosz pod bramę do skrzynki. Coś się odezwałam, że nie ma kto na niego teraz szczekać a wierzcie mi biedny do skrzynki z daleka rękę wyciągał bo Emira się bał. Widział doslownie z dwie godz wcześniej dwa psy w polach. Z mężem znów pojechaliśmy pod wskazane miejsce i zobaczyliśmy dwa psiory w tym jeden z daleka podobny do naszego. Mąż zaczął wołać, ale on tylko uszy postawił i żadnej reakcji. Im przybliżał się do nich to one odchodziły. Zawróciłam autem i przejechałam w drugi koniec wsi gdzie zmierzały i to był dobry ruch bo jak dojechałam to już tuż tuż przy drodze były.
Nasz Emir niby po głosie coś nas poznawał, uszami ruchy wykonywał, ogonem delikatnie machnął ale podejść do nas nie chciał. Psisko które obok niego było warczało na nas strasznie i łeb na naszego kładło i żeby pokazywało. Bałam się jak diabli czy nas nie ugryzie, ale ze zależało mi aby nasz pupil do nas wrócił zaryzykowałam. Musiałam spróbować. Udało się, ale to drugie diabelstwo na więcej nie pozwalało. Obchodziły oba psy auto nie wiem ile razy. Nie wiedzieliśmy jak załadować naszego do środka. Kolejny raz zaryzykowałam aby obce psisko pogłaskać a nasz w tym czasie odszedł do męża i to był ten moment kiedy podniosl go i wepchnął na przednie siedzenie Emira. Mąż krzyczał że mam uciekać bo tamto psisko zaraz do drzwi, a ja z krzykiem na tego psa bo bałam się aby męża nie ugryzł. Ach cyrk. Pies się przestraszył i zaczął odchodzić a mąż mógł wsiąść na spokojnie do auta i wróciliśmy do domu. Bardzo się cieszyliśmy że nasz ukochany pies wraca do nas. Po drodze nie wiem ile razy pytaliśmy go: Emir gdzieś ty chłopie był? A on tylko na nas patrzył.
Gdy wypuściliśmy go z auta, obszedł i o wąchał podwórko. Przeszedł wokół domu swoją ścieżka, podszedł do budy i gara ale to nie był ten pies. Oczy miał dziwne, położył się i tylko leżał. Od razu nie zauważyliśmy że zniknęła mu z szyji obroża a miał masywn, więc nie mógł sobie sam ściągnąć. Kolejnego dnia także był dziwny, jeszcze nie swój. Dopiero w ten weekend zaczyna przypominać dawnego psa choć mało szczeka. Jak rozmawialam z paroma osobami które wiedzialy ze psy nam zginęły, każdy się śmiał że kto by wszedł. Ale nie przekona mnie nikt że psisko które nigdy nawet jak odsniezalismy podjazd i nie wychylilo głowy za bramę nagle wyszło i bramę samo sobie otworzyło. Druga sprawa myślę że i kundelek by z nim był skoro dwa już zniknęły, a Maxika nigdzie nie ma. Pewnie biega po zielonych łąkach bo ktoś to upozorował że poszły dwa i żadnego nie ma. Ach wiecie co? Kundelek sam się odpiął że sprzączki. To dopiero dziwna sprawa🤔🤔🤔 Teraz codziennie rano jak się obudzę pierwsza myśl to czy Emir jest i zaraz sprawdzamy. Nie wiem o co tu chodzi, ale dzieją się straszne rzeczy. Co chwila kradzieże w sklepach, nie ważne nawet że są w nich kamery. Znajomemu tuż przed wprowadzka do zakupionego domu w sam Nowy Rok a mieszka kawałek od naszej działki budowlanej weszli wybijając drzwi balkonowe. Wynieśli wszystko co miał. Na sąsiedniej wsi, w nowo wybudowanym domu, złodzieje wycięli okna i też zabrali co było cenniejsze. Nie wiem co z tym światem się dzieje, ale jest źle. Ja w nocy często się budzę i spać nie mogę bo myślę nad tą sytuacją, czy to zbieg okoliczności, czy ktoś chciał tylko psa czy może liczy na coś więcej.
Na dziś to tyle. Rozpisałam się.
Niedługo wpadnę znów, bo mam piękny prezent jaki dostałam do pokazania a i ufokowe krzyżyki.
Pozdrawiam serdecznie😀😀😀