O mnie

Moje zdjęcie

Jestem mamą trójki wspaniałych dzieci które kocham do szaleństwa,choć przyprawiają mnie o siwy włos na skroni  i żoną w szczęśliwym związku. Moja pasja trwa od 2013r. Z początku był tylko haft krzyżykowy a z czasem poznałam decoupage i guilling-i tak mnie ten robótkowy świat pochłonął.

kontakt

Spodobało Ci się coś z moich prac? skontaktuj się ze mną: wardzyska82@gmail.com

Łączna liczba wyświetleń

piątek, 8 kwietnia 2016

68, Będzie długi post....

Kochani moi czytelnicy- jak w tytule będzie długo.
Zebrało mi się dziś na wspomnienia po kiermaszu wielkanocnym-trochę czasu minęło ale jakoś wcześniej nie miałam okazji zasiąść na spokojnie i napisać. Poza tym wszyscy przed świętami wiadomo jesteśmy zabiegani:-)

      Większość moich jaj wielkanocnych widzieliście-jak nie to przedstawiam Wam swój skromny stolik i mojego pomocnika który mi towarzyszył (cieszę się że go zabrałam bo jakoś zawsze raźnie we dwoje)
Nie miałam przepychu bo nie wiedziałam jak taki kiermasz wygląda-wiem że im więcej ozdób tym ładniej-ale może następnym razem, choć na kolejny za rok się już nie wybiorę. Musiałabym zabrać ze sobą chyba bombę hehe aby co niektórym podłożyć-ale to za chwilę.



Niestety na tym zdjęciu brakuje 3 jajeczek-aż tyle sprzedałam-porażka totalna. Ludzie się zachwycali, komentowali pozytywnie ale....... konkurencja była lepsza. Moje jajca guillingowe miały wielkość ok10, 12cm niektóre 15cm. wierzcie nie wołałam nie wiem jak dużej za nie kasy, (nie będe tu kwoty wymieniać bo to nie o to tu chodzi) nawet pani z DK rozmawiając ze mną stwierdziła że za małe pieniądze je oddaję bo sama wie ile wymaga czasu zrobienie takiego jajeczka, ale powiedzcie jak można sprzedać coś kiedy dwa-trzy stoliki dalej siedzą ludzie którzy mają za takie same pieniądze a nawet mniej jajko także quillingowe wielkości ok 27cm.  Kiedy jedna z osób kupujących do mnie podeszła i zapytała po ile mam swoje a za chwile skomentowała że chyba se żartuje ona za te pieniądze kupiła takie wielkie i mi wyciąga i pokazuje, to najpierw mi się coś w środku zagotowało ale po chwili  stwierdziłam że nie ma co się przejmować.

Za gapowe się płaci-nie wzięłam ze sobą aparatu więc zdjęć nie mam -zrobiłam zrzut aparatem z kompa ale efekt marny, nie ma możliwości skopiowania fotek nie wiedzieć czemu.  Podam później link jeśliby któś z Was chciał obejrzeć wszystkie fotki z kiermaszu i porządnej jakości.
To jest stoisko właśnie guillingowej konkurencji- to które pokazywała mi babka już na fotce niema-nie wiem czemu szli po kosztach mieli parę prac naprawdę ładnych a za materiał chyba im się tylko zwróciło.







Na tej fotce chyba jedna jedyna Pani która miała haftowane jajca i obrazy -no i tu kolejne pytanie wiem że zdjęcie kiepskie ale czy za takie jajko należy wołać tylko 8zł?


 Kolejna praca która robiła furorę to żabula- superowa no nie?


Minionki -o dziwo co mnie zaskoczyło, zresztą mojego Dawidka także, robił na drutach chłopczyk nawet podczas kiermaszu, miał ok 8 lat :-)

 Największym powodzeniem cieszyły się wiklinowe koszyczki na święconkę:
 



 no i wydmuszki babeczki która obok mnie miała stolik-chyba tylko ona wróciła do domu najbardziej zadowolona-klientów miała sporo.


 a teraz jeszcze parę foto:



 wydmuszki gęsie-brak chętnych ze względu na cenę, zachwycali się wszyscy




Jeśli chcecie obejrzeć więcej fotek to zapraszam TUTAJ
Różnorodność była spora na kiermaszu, żałuję i nie żałuję że pojechałam-szkoda że z handlu było tyle co nic- o tyle dobrze że było niedaleko, ale z drugiej strony miałam okazję zobaczyć inne techniki rękodzieła. Jedyna myśl która nasuwa się do głowy czy warto coś robić?-temat rzeka już nie raz sama pisałam u innych swoje zdanie. Może w większych miastach i jeśli ktoś pracuje w większym gronie parę groszy zarobi. Ja z tegorocznego kiermaszu ponieważ wróciłam bogata w swoje własne ozdoby miałam dom ubrany na wielkanoc obficie a i rodzinka się ucieszyła z niespodziankowych jajek, więc nie ma tego złego:-)

Uffff ale się rozpisałam, a to jeszcze nie koniec. 
Ostatnio pracowałam troszkę nad słonecznikami-idzie wolno:-(
 

 A w ogrodzie zawitała wiosna na dobre. Pierwszy tulipan zakwitł, teraz czekam na resztę.


Bratki w ubiegłym roku rozsiały mi się w ilości hurtowej, malutkie, drobniutkie a kwitną jak szalone:

 Ubiegłej wiosny posadziliśmy troszkę drzewek owocowych, głownie jabłoń, morelę, gruszę, brzoskwinię i czereśnię.  Bałam się strasznie że pewnie połowa nie przeżyje z nich-niestety zima dla tak młodych drzewek może być tragiczna a dla naszych to już wogóle. A to za sprawą sarenek które późną jesienią nam je poskubały -jednak żyją wszystkie i pąki ładne wystawiły do słoneczka.


 No i chyba już kończąc ten długi wpis, ostatnie zdjęcie chcę Wam pokazać. Zrobiłam je równo tydz przed wielkanocą, dla mnie był to widok niesamowity. Zazwyczaj widuję boćki już w gnieździe, na łąkach, czy tam lecącego samotnie. A wtedy leciało 9 sztuk-tyle lat jak żyję czegoś podobnego nie spotkałam.

 
 
I tym oto akcentem wiosennym kończę na dziś, mam nadzieję że Was nie zanudziłam. 

POZDRAWIAM SERDECZNIE:-)






7 komentarzy:

  1. Ciekawa relacja i ciekawe przemyślenia z kiermaszu Agnieszko. Obejrzałam galerię zdjęć - faktycznie wiele prac wykonanych różnymi technikami. Szkoda, że sprzedaż niewielka...Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj wiem o czym mówisz i nie dziwię się Twojemu rozczarowaniu. Mam tak samo. Człowiek wkłada serce w to co robi, stara się żeby było pięknie i z pomysłem, a potem słyszy: ale co tak drogo, w sklepie jest dużo taniej. Albo podziwiają, zachwycają się i rezygnują bo za drogo. Niestety opanowała nas chińszczyzna i bylejakość. Jednak ja się nie poddaję, zawsze trafi się ktoś, kto nie tylko się zachwyci ale jeszcze spore zamówienie złoży i tego się trzymajmy :). Pozdrawiam serdecznie i życzę porządnych klientów :))). A słoneczniki wyglądają pięknie!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy ten Twój post. Wiesz spotkałam się już z czymś takim, że ludzie sprzedawali swoje prace za bezcen. Później dziwota, że inni nie szanują naszych prac i mówią, że mamy wygórowane ceny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z rękodziełem już tak jest, że nie wszyscy potrafią docenić włożone serce w to co sie robi. Ja zajmuje się niemal wyłącznie haftem krzyżykowym, ale też spotkałam się z tekstem typu "co tak drogo, przecież to tylko kawałek materiału i KILKA krzyżyków"... Od pewnego czasu mam juz na to gotową odpowiedź - jeśli Ci za drogo, to zrób sobie to sam/sama, może wtedy docenisz czyjąś pracę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Aguś byłaś, zobaczyłaś, doświadczyłaś i tego się trzymaj. Nie roztrząsaj, że wiele nie sprzedałaś, bo niewielu potrafi docenić rękodzieło na tyle na ile jest wycenione przez wykonawcę. Dzisiaj każdy szuka czegoś ładnego, ręcznie zrobionego, za małe pieniądze, bo chińszczyzna rynek opanowała. Dlatego ja również nie sprzedaję swoich haftów, sporych rozmiarów, bo byłyby to kwoty nie do przełknięcia przez nabywcę, a ja spędzam przy tej robótce taki czas, że szkoda oddać to po kosztach.
    Przyjdzie jeszcze taki moment, że zostaniesz doceniona finansowo za to co oferujesz klientowi, ale czy u nas w PL, to czas pokaże. Głowa do góry, twórz dla własnej przyjemności, obdarowuj tych, którzy to doceniają i miej satysfakcję z dobrze wykonanej misji rękodzielniczej.
    Słoneczniki nabierają kształtów i będą piękne, wiem coś o tym bo sama je haftowałam i poleciały do USA, teraz muszę zrobić następne.
    Pozdrawiam.)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne rzeczy zrobiłaś, nie łam się, następnym razem pójdzie lepiej :) sama widzę jak to jest z cenami. Jaja frywolitkowe u nas w Krakowie w Sukiennicach kosztują drogo i ludzie kupują, a jak ja chciałam podobna cenę to wszyscy kręcili nosem... Przyjdą jeszcze dobre czasy dla rękodzieła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. niestety ze sprzedażą to tak często bywa, znam ten ból, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń